Najbardziej ze wszystkiego lubię robić narzuty, co nie znaczy oczywiście, że robię tylko je. Kto robił, ten wie, że są bardzo pracochłonne, zwłaszcza te o większych rozmiarach, robione z cieniutkiej włóczki i małym szydełkiem. Ale efekt końcowy sprawia, że zapominasz, ile godzin poświęciłaś, ile motków włóczki zużyłaś i ile milionów słupków, półsłupków, oczek,  popcornów… zrobiłaś. Na moim koncie aktualnie trzy (takie większe), trzy w trakcie robienia, a kolejne kilka w planach.

Pierwszą zrobiłam z okazji 40-lecia ślubu Teściów. Z tego, co pamiętam zużyłam grubo ponad 40 motków włóczki – Yarn Art Jeans kolor ecru (szydełko 2,5 – czemu wzięłam takie małe 😉 ), a docelowy rozmiar, na który składa się 110 kwadratów + obrobienie, to 2,0 m x 2,2 m.  Aktualnie służy jako narzuta na kanapę w salonie u córki 🙂

Siwa narzuta była wykonana z tego samego wzoru, co biała, wyszperanego w książce.

Rozmiarowo o połowę mniejsza, gdyż na pojedyncze łóżko dla Tosi, jednak w związku z tym, że włóczka okazała się cieńsza, trzeba było wykonać i tak ponad 90 kwadratów + obrobienie. Tutaj wykorzystałam włóczkę Baumwollegarn May w kolorze szarym.

Kolejna narzuta, to moja ulubiona 😉 Powstała z resztek najróżniejszych włóczek, które pasowały do siebie mniej więcej grubością oraz częściowo z dokupionych do koloru. Kwadraty z trochę grubszej włóczki miały po prostu o rząd mniej słupków. Narzuta pochłonęła 72 kwadraty, czyli około 30 motków włóczki po 50 g i obecnie upiększa łóżko najstarszej córki Zosi 😉

Udostępnij: